AUTOTECHNIKA NUMERY REKLAMA PRENUMERATA REDAKCJA




PRZYZWYCZAILIŚMY SIĘ JUŻ CHYBA, ŻE WSZELKIEGO TYPU REKLAMY,
a w szczególności telewizyjne, mają nikły związek z rzeczywistością. Pokazują
w większości przypadków sytuacje, których nigdy nie było, swego rodzaju bajeczki mające zawrócić nam w gołwie. Rzadko się zdarza, by firma przeprowadziła rzeczywiste badanie produktu, a potem wykorzystała jego wyniki (rozumie się, korzystne), by stworzyć np. film reklamowy. Ale i takie przypadki się zdarzają!
Jedna z reklam - bajeczek dość często emitowana jesienią tego roku opowiada
o oleju silnikowym Castrol Edge. Przedstawia ona dwa samochody "męczone" na hamowniach podwoziowych. Po pewnym czasie silnik jednego z nich (tego
z konkurencyjnym olejem) eksploduje, a auto smarowane Castrolem szczęśliwie odjeżdża. Kierowca rajdowy Leszek Kuzaj i jego pilot (zresztą Walijczyk) komentują: "wiedzieliśmy!". Mało kto rozumie, o co chodzi w tej reklamie, trudno nawet ocenić, czy może ona mieć jakiś efekt rynkowy. Ale...
Kilka tygodni temu odwiedziliśmy ośrodek badawczy Castrola w Pangbourne niedaleko Londynu. Interesująca, ale niezwykle specjalistyczna prezentacja pozwoliła nam zapoznać się także z kulisami owej reklamy. I teraz nadchodzi część techniczna!

Jedną z zalet formulacji oleju Castrol Edge ma by jego znaczna, większa niż
u konkurentów odporność na zużycie. Składniki tego produktu mają wyjątkowo niechętnie odparowywać oraz przedostawać się przez pierścienie tłokowe do komory spalania. Można to wykazać w długotrwałych testach, ale jak pokazać ów efekt dramatycznie, aby "wszyscy widzieli"?
Badacze Castrola wymyślili następujcy sposób: wzięto dwa amerykańskie samochody z dużymi, średnio nowoczesnymi silnikami. Do silnika jednego wlano Castrol Edge Sport 10W-60, do drugiego zaś syntetyczny olej konkurencyjny. Oba postawiono na hamowniach podwoziowych, ale pod pewnym nachyleniem, aby lustro oleju w misce olejowej było niekorzystnie przechylone. Włączono silniki, wciśnięto gaz do oporu i rozpoczęły się zawody. Oczywiście obie jednostki pracowały bezawaryjnie, dopóki były prawidłowo smarowane. Jednak po 150 godzinach silnik z konkurencyjnym olejem wybuchł, a ten z Castrolem pracował dalej. Co się stało? Ponieważ w czasie badania nie uzupełniano oleju, test zasadniczo wykazał, że olej konkurencyjny zużywa się znacznie szybciej, co może doprowadzić do kłopotów. Tutaj po 150 godzinach pompa oleju zassała powietrze i jednostka się zatarła. Nieoficjalnie podano nawet, że w czasie badania zużyto pięć ton paliwa, dziesięć opon (opony na rolkach hamowni pracuj bardzo ciężko),
a także uszkodzono skrzynię biegów i układ katalityczny. A potem powstał film...

Czy fachowcy od reklamy oddali techniczną istotę zagadnienia? Można mieć wątpliwości. Ale jest budujące, że firmie Castrol chciało się w ogóle wykazywać techniczną wyższość ich produktu. Mogli przecież nakręcić typowy spot
z uśmiechniętym panem kierowcą i ładnym widokiem w tle. Tylko trzeba by było pamiętać, aby logo w rogu ekranu dotyczyło Castrola, a nie jakiegoś proszku do prania.


Redaktor Naczelny

Jerzy Dyszy


Uwaga! tutaj pełen tekst materiału Andrzeja Glajzera o historii 4WS

tutaj:
spis treści rocznika 2005/2006

spis treści rocznika 2007
spis treści rocznika 2008 (do 09.2008)


      W bieżącym numerze
W następnym numerze

Środa, 19 Listopada 2008

Projekt i wykonanie - InterGraphic - Design Agency